Trasa: 522km
Rano mieliśmy spotkać się o 8:30 na macu na 3ch stawach w katowicach. Przyjechałem 8:20 żeby mieć zapas na tankowanie i sprawdzenie ciśnienia w oponach. Pech chciał że wąż od kompresora był uszkodzony i zanim się zorientowałem to spuściłem sobie sporo powietrza. Musiałem przejechać na drugą stronę autostrady żeby dobić ciśnienie w oponach. Wyruszyliśmy więc koło 9 autostradą a4 w kierunku Krakowa. Prędkość przelotowa ustaliliśmy na około 120km/h i tego się trzymaliśmy. Zatrzymaliśmy się parę razy na dopasowanie ciuchów do temperatury, raz na tankowanie i kawę na stacji w Słowacji. Niestety nie było czasu aby zjeść po drodze normalny obiad, a jak na złość nie mijaliśmy również żadnego macdonalda. Czas grał na naszą niekorzyść bo w Rumunii jest przesunięcie czasowe +1h. Na Węgrzech i Słowacji sporo trasy jechaliśmy mniejszymi drogami, małymi miasteczkami i wsiami, ale tak wg googla było najszybciej. Ostatni postój mieliśmy na parkingu przy autostradzie, jakieś 50km do celu, przed granicą Węgiersko – Rumuńską. Nie wiedzieliśmy czego się możemy spodziewać gdyż Rumunia nie jest w Schengen, przez co na granicach prowadzone są regularne kontrole pojazdów. Tym większe było nasze zdziwienie kiedy przejechaliśmy przez granicę bez żadnej kontroli, aż zaczęliśmy się zastanawiać czy na samym przejściu granicznym pojechaliśmy dobrym pasem… ale nikt nas nie gonił 🙂 Zarówno Węgierskie, jak i Rumuńskie wioski charakteryzują się długimi rynnami z domów, montowanymi na podporach oraz gniazd bocianów. Nie zliczę ile ich po drodze minęliśmy, a były miejsca gdzie występowały jedno po drugim na sąsiednich słupach elektrycznych. Miejscowość do której mieliśmy dojechać – Carei – znajduje się niedaleko za granicą. Nasz hotel znajduje się w samym centrum miasteczka. Wjechaliśmy motocyklami przez bramkę na wewnętrzny parking i poszliśmy zrzucić rzeczy. Szybkie przebranie z ciuchów motocyklowych i zeszliśmy do bistro na dole hotelu żeby cokolwiek zjeść, bo cały dzień jechaliśmy na wodzie i ciastkach. Było już późno, a bistro miało się niebawem zamknąć dlatego Pani zaproponowała nam, że przygotują nam jedzenie, a my je sobie weźmiemy do pokoju żeby mogli już zamknąć knajpę. Zamówiliśmy sobie po burgerku i piwku i gdy jedzenie było gotowe, poszliśmy z nim do pokoju. Burgery położyliśmy na małym stoliku, a ja chcąc przystawić do niego fotel, wywróciłem go i wszystko wylądowało na podłodze… Całe szczęście, że dało się to w miarę rozsądny sposób pozbierać, zjedliśmy burgerki i popiliśmy piwkiem. Zmęczenie daje się we znaki. Teraz czas na kąpiel i do spania, bo jutro traska, która znacznie przybliży nas do pierwszej dużej atrakcji wyjazdu czyli Transalpiny.
CENNIK:
Burger 39RON (33zł)
Nocleg – Apartament 3 osobowy Hotel L’Arte ze śniadaniem – 599RON (515zł)
Dodaj komentarz