Trasa: 333km

Rano bez pośpiechu zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w trasę, przejazd do hotelu, który znajduje się niedaleko wjazdu na Transalpinę. Wydłużyliśmy sobie drogę by przejechać się widokową trasą, z super winklami, przebiegającą przez lasy i wsie. Na drogach prowadzących przez Rumuńskie wsie można się spodziewać wszystkiego – koparki stojącej na środku, owiec, psów, krów, kozłów – i pewnie jeszcze miliona innych rzeczy/zwierząt na które się akurat tym razem nie natknęliśmy. Po drodze zatrzymaliśmy się w urokliwej knajpce przy drodze, znajdującej się nad jeziorkiem, w której zjedliśmy lody i wypiliśmy kawkę. Ruszyliśmy dalej, a że byliśmy już mocno głodni, to przejeżdżając przez jedną z mniejszych mieścin, zatrzymaliśmy się na lokalnego kebaba. Był to strzał w 10, super soczyste mięso, świeże warzywa i domowej roboty sosy, całość smakowała jak pełno wartościowy posiłek. Przepysznie. Niestety po wyjściu z lokalu doczepił się do nas Rumun – wyglądający na lokalnego żulugulę, który cedził poprzez swoje 3 pozostałe zęby po rumuńsku regułki w temacie “dajcie grosza”. Nie chciał nam odpuścić, zaczął ruszać motocykle, eskalacja wisiała już w powietrzu. Jednak zorientowaliśmy się, że nieopodal całą sytuację obserwuje grupka podchmielonych rumunów siedzących na schodach, a nie chcieliśmy żeby zacząć tutaj jakieś rękoczyny. Szybko zebraliśmy się na motocykle i pojechaliśmy, żeby kawałek dalej zrobić postój, włączyć nawigację i wszystko poustawiać. Wieczorem zajechaliśmy do hotelu – niestety było już za późno żeby dostać coś do jedzenia, więc poszliśmy na sąsiadującą z tym miejscem stację benzynową, gdzie kupiliśmy sobie okropne kanapki i piwka do popicia. Wszystko skonsumowaliśmy na tarasie, przed hotelem, po czym wróciliśmy do pokoju.

CENNIK:

Hotel Mariss – 305zł (360ron)

Kebab – 26zł