Trasa: 295km i 585km

Przed nami pozostał już tylko transfer do domu, który zaplanowaliśmy w taki sposób, że w sobotę jedziemy do miejscowości Satu Mare znajdującej się zaraz przy granicy z Węgrami, a następnego dnia reszta trasy. Tego dnia pospaliśmy bez wyrzutów sumienia, zjedliśmy pyszne śniadanie z karty i powoli zapakowaliśmy swoje sprzęty. Wyjechaliśmy późno i na miejscu byliśmy koło 16. Zaparkowaliśmy motocykle na parkingu podziemnym i poszliśmy się zameldować. Na ostatnią noc wybraliśmy najdroższy hotel, ze SPA i dostępnymi masażami, z osobnymi łóżkami dla każdego z nas. Na miejscu okazało się, że “SPA” to, jak to Pan na recepcji powiedział z zakłopotaniem: “…. yyy we have a small fitness room…”, czyli mały pokoik z dwoma bieżniami i wsadzona do środka sauna elektryczna na 2 osoby… Na pytanie o masaże Pan powiedział, że no jak musi to on podzwoni i spróbuje jakiegoś masażystę ściągnąć do hotelu – porażka. W “apartamencie” były dwa osobne pokoje ale niestety łóżka małżeńskie. W każdym pokoju na stole leżał Nowy Testament. Wykąpaliśmy się i poszliśmy do pobliskiej knajpki na pizzę i piwo. Był to strzał w dziesiątkę, jedzenie było pyszne, a piwko chłodne 🙂 Po powrocie położyliśmy się w miarę szybko spać wiedząc, że jutro przed nami długa droga do domu. Rano zjedliśmy hotelowe śniadanie, które było mocno średnie i ruszyliśmy w trasę. Przejazd przez Węgry i Słowację poszedł gładko. Robiliśmy krótkie przerwy co +/- 150km na rozprostowanie nóg i ściągnięcie kasku. Problemy zaczęły się dopiero po przekroczeniu polskiej granicy. W niedzielne popołudnie wszyscy wracali z długiego weekendu z gór. Drogi pełne samochodów, a prawdziwe korki zaczęły się jakieś 20km przed Krakowem, a kończyły się w Katowicach na 3 stawach. Było bardzo ciepło, a my jechaliśmy powolutku, w pełnym skupieniu przeciskając się środkiem drogi pomiędzy stojącymi samochodami. Wymęczeni dotarliśmy do domów koło 19.