Rano zjedliśmy śniadanko, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w stronę domu. Dzięki temu, że wczoraj dojechaliśmy aż do Wiednia, dzisiejszy dzień zapowiadał się bez deszczu. Była szansa, że uda nam się tak przyjechać do domu, że zdążę jeszcze pojechać po Tolę do żłobka, dlatego wszystkie przerwy i tankowanie załatwialiśmy w trybie “szybkim”. Po drodze natrafiliśmy na wypadek, niewielki samochód rodzinny leżał mocno pognieciony na dachu… takie obrazki dają dużo do myślenia. Miałem w głowie tylko “oni nie dojechali do domu…”. Ostatnie tankowanie zrobiliśmy w czechach, zaraz przed granicą z PL i tam też pożegnaliśmy się z Szymonem. Jechaliśmy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów koło siebie, po czym odbiłem z A1 na A4 w stronę domu. Gdy zsiadłem z motocykla pod domem, miałem w głowie tylko ogrom myśli związanych z wdzięcznością za to, że zwiedziłem tyle pięknych miejsc motocyklem i wróciłem cały i zdrowy do swojej rodziny. Teraz czas na nasze wspólne chwile.

Dodaj komentarz