To była kolejna gorąca noc w hotelu bez klimatyzacji. Rano poszliśmy na śniadanie, a następnie rozpoczęliśmy proces pakowania się na motocykle. Niestety pogoda zweryfikowała nasze plany i nie było mowy o wjeździe na Grossglockner w drodze powrotnej przez następne kilka dni ze względu na deszcz. Przełęcze w Austrii które zaplanowałem oraz ewentualny przejazd jeszcze przez góry w Słowenii również skończyły by się na jeździe w deszczu. Zdecydowaliśmy się więc na powrót. Najlepiej i najszybciej byłoby nam dojechać do Wiednia i następnego dnia ruszyć z Wiednia do domu. Pogoda jednak pokazywała, że na tej trasie jest spora szansa na deszcz. Ruszyliśmy więc do Graz, południową częścią austrii żeby ominąć ewentualny prysznic po drodze. Przez bardzo długi okres czasu towarzyszyło nam pełne słońce, a na niebie nie było widać ani jednej chmurki. Zjechaliśmy z autostrady żeby odbić w stronę GRAZ gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę i sprawdziliśmy pogodę i nawigację. Okazało się, że na naszej trasie jest jakiś wypadek i nawigacja pokazuje około 1h stania w korku, co prawdopodobnie oznaczało, że droga jest nieprzejezdna i ten czas pewnie by się wydłużał. Słońce grzało nas niesamowicie, więc nie zawierzając do końca prognozom, zmieniliśmy cel podróży i wróciliśmy na autostradę kierując się na Wiedeń i… to był błąd. Już po kilkudziesięciu kilometrach nadeszły czarne chmury, silny wiatr więc zatrzymaliśmy się aby ubrać się w przeciwdeszczowe kombinezony astronautów. Tak zabezpieczeni ruszyliśmy w stronę czarnych chmur i już niedługo po tym spotkał nas deszcz, który towarzyszył nam z różną intensywnością przez kilkaset kilometrów. Robiliśmy tylko przerwy na tankowanie i raz na jedzenie w mcDonaldzie gdy przestało na chwilę padać. Nie mieliśmy za bardzo wyjścia bo prognoza pokazywała, że jeśli dojedziemy dzisiaj do Wiednia, to jutro będziemy jechać “na sucho”, natomiast jeśli zrobimy nocleg bliżej, kolejnego dnia również czeka nas kilkaset kilometrów w deszczu. Do hotelu dojechaliśmy koło godziny 20, totalnie wykończeni. Była to typowa noclegownia pracownicza, w dzielnicy gdzie były same magazyny, fabryki, a na placach po horyzont stały kontenery. Pokoje czyste, schludne, bez klimy ale na szczęście noc nie była gorąca więc spało się całkiem dobrze.

Dodaj komentarz