W nocy w pokoju było chłodno, a łóżka były bardzo wygodne więc spało się bardzo dobrze. Zeszliśmy rano na śniadanie, a tam, co ciekawe na ciepło tylko jajka na miękko ale bez podstawek… Po śniadaniu spakowaliśmy się i ruszyliśmy w trasę. Aura była pochmurna i deszczowa, jak wyjeżdżaliśmy drogi były mokre. Ze względu na słabą pogodę postanowiliśmy odpuścić sobie wycieczkę na Grossglockner i zostawić ją na koniec. Z nadzieją na lepszą pogodę wyruszyliśmy w stronę Villach, żeby przez Wurzen Pass przejechać na Słoweńską stronę. Na szczycie przełęczy zatrzymaliśmy się przy czołgu będącym reklamą znajdującego się tam Bunker Museum. Szarówa, lekkie deszcze towarzyszyły nam aż do wjazdu na przełęcz Vrsic. Wjazd był niestety trudny ze względu na to, że na większości zakrętów 180 stopni była kostka brukowa, która jest dość śliska, a do tego było mnóstwo samochodów, kamperów i innych pojazdów. Na górze czekało na nas słońce i piękne widoki. Zaparkowaliśmy motocykle i poszliśmy do pobliskiego schroniska gdzie wypiliśmy kawkę. Na przełęczy wg prawa latać dronem nie wolno, do tego całkiem nieźle wiało ale puściłem maluszka żeby zrobił dronie i szybko się zawinęliśmy. Na kufer wleciała pierwsza naklejka z przełęczy i chwilę później ruszyliśmy w dół aby następnie znowu wspiąć się do góry do początku drogi na Mangart. Szymon został przy wjeździe bo nie chciał sobie dokładać stresów, a ja ruszyłem do góry. Trasa była przepiękna choć wąska na tyle, że auto było w stanie się minąć z motocyklem jeśli oboje trochę zwolnili. Widoki po drodze – przepiękne. Kilka tuneli, które wyglądały jak wydrążone w skale i tak zostawione – żadnych świateł, wzmocnień, po prostu dziury w skałach. Kilka zakrętów z dość mocną ekspozycją, parę razy nogi mi zmiękły. Na samej górze niewielki parking, nierówny i kamienisty. Zawróciłem tylko na nim bo bałem się że jak się zatrzymam to nie wytargam sam motocykla stamtąd i postawiłem go wzdłuż drogi. Całe szczęście było już późne popołudnie i nie było już tyle ludzi. Na sam szczyt Mangartu prowadzi ścieżka do góry – jakieś 400m. Ze względu na późną godzinę i to, że Szymon czekał na mnie na dole musiałem odpuścić sobie trekking, natomiast jeśli chodzi o widoki to były naprawdę TOP. Zjechałem na dół do Szymona, który w tym czasie wybrał nam hotel i ruszyliśmy pod miejscowość Udine. Sam Hotel był zlokalizowany przy polu golfowym, bardzo miła obsługa i pokoje premium. Pokój czekał już na nas schłodzony do 21 stopni więc przyjemnie było wejść do takiego chłodku. Szymonowi zależało bardzo na tym żeby hotel miał basen… i miał, ale czynny do 20, a przyjechaliśmy o 19:45. Po ogarnięciu się ruszyliśmy do pobliskiego baru, znajdującego się również na terenie pola golfowego, na kolację. Zamówiłem pizze i piwko, Szymon oprócz carbonary skusił się również na deser. Po jedzeniu wróciliśmy do naszego pokoju i gdy Szymon położył się spać, ja zacząłem proces ładowania baterii i zgrywania filmów z kamer.

Dodaj komentarz